Jak wiele może znieść człowiek, szczególnie w sytuacjach ekstremalnych, gdy walczy o przetrwanie… Czy ucieczka z sowieckiego łagru mogła być możliwa w tak ciężkich warunkach? Czy można przejść przez pustynię bez zapasu wody, żywiąc się jedynie sporadycznie spotykanymi wężami? To tylko niektóre z pytań nurtujących uczestniczki kolejnego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki, działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Hrubieszowie które miało miejsce 31.05.2011r.
Tematem rozmowy była książka Sławomira Rawicza pt. ,,Długi marsz’’.
Rawicz, przy pomocy angielskiego dziennikarza Ronalda Downinga, opisał jedną z najbardziej niesamowitych ucieczek z sowieckiego łagru pod Jakuckiem na rzeką Leną. (500 km od koła podbiegunowego). Uczestnicy wyprawy kierowali się na południe wzdłuż Bajkału, poprzez Mongolię, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż do indyjskiej Kalkuty. Ten dystans pokonali w rok, jedynie przy pomocy swoich własnych nóg. Uciekli w siedmiu na wiosnę 1941 roku. Oprócz trzech Polaków uczestnikami ,,długiego marszu’’ byli Łotysz, Litwin i Jugosłowianin. Do tej środkowoeuropejskiej ekspedycji dołączył Amerykanin. Wszyscy zostali skazani na wieloletnie wyroki od 10 do 25 lat katorgi. Przebywanie w syberyjskim łagrze Polaków, Bałtów czy mieszkańca Bałkanów było w pewnym sensie oczywiste, jednak Amerykanin wydawał się być postacią niespotykaną… Wszystko miało logiczne wyjaśnienie, ponieważ Smith był inżynierem pracującym przed wojną przy budowie moskiewskiego metra. Pewnego dnia został porwany z mieszkania przez NKWD, oskarżony o szpiegostwo i skazany. Ucieczka z samego obozu nie była skomplikowana ani nadmiernie trudna, po prostu nikomu – ani więźniom, ani ich stróżom – nie mieściło się w głowie, że można stamtąd uciec dokądkolwiek czy chociażby istnieje choć promil prawdopodobieństwa, że ucieczka mogłaby się powieść. Kierunek wybrali trochę na ,,chybił trafił’’, dodatkowo przenikliwe zimno utrudniało przeprawę. Brnęli przez nieogarniętą przestrzeń, mając ze sobą symboliczny zapas sucharów, nóż i siekierkę. Nad Bajkałem spotkali siedemnastoletnią Polkę, która też uciekła z jakiegoś obozu. Zabrali ją ze sobą. Uczestniczka wyprawy stała się niejako łączniczką między nimi. Poznała ich osobiste historie, dzięki niej czasem się uśmiechali. Śledząc losy ich wędrówki mamy wrażenie, że uciekinierzy z przeciwnościami losu, radzili sobie metodami niemal z epoki kamienia łupanego. Doświadczali straszliwego głodu, przeraźliwego zimna, ciągłego pragnienia. Poza tym doszło skrajne fizyczne i psychiczne wycieńczenie. Niestety nie wszystkim udało się dotrzeć do końca, po drodze zginęła Krystyna, a także dwóch Polaków i Litwin. Gdy w Indiach natknęli się na patrol hinduskich żołnierzy, było ich już tylko czterech, do tego w opłakanym stanie. W angielskich szpitalach doszli do siebie, przechodząc wielomiesięczne leczenie i rekonwalescencję.
Rawicz po dojściu do zdrowia trafił do Palestyny, pod koniec wojny przeszedł w Anglii szkolenie lotnicze w RAF. Po demobilizacji został dekoratorem okien wystawowych. To niesamowite, że książka pół wieku temu wzbudziła na Zachodzie gigantyczną sensację. Przez wiele miesięcy nie schodziła z czołowych miejsc na listach bestsellerów i osiągnęła wielosettysięczne nakłady. Przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków i znalazła się we wszystkich bibliotekach anglojęzycznych na całym świecie.
Scenariusz filmowy oparty na książce zakupiły firmy z Hollywood. Powstał film pt. ,,Niepokonani’’. Uczestniczki dyskusji zaobserwowały, że w ekranizacji widać wiele nieścisłości. Imiona bohaterów, dodatkowe wątki pojawiające się jedynie w filmie, jednocześnie brak niektórych w zasadzie bardzo istotnych takich, jak chociażby przejście przez Himalaje.
Podczas dyskusji poruszona została również kwestia opisanej historii i tego, do kogo ona tak naprawdę należała. Autora opowieści-Rawicza oskarżono o to, że przypisał sobie całą historię, którą przeżył inny żołnierz. Nie znamy konkretnych zarzutów, ale zastanawiające jest jednak to, dlaczego nikt, nigdy nie zweryfikował jego opowieści. Poza autorem przeżyło przecież jeszcze trzech uciekinierów, w tym Amerykanin, ale żaden z tych ludzi nigdy się w tej sprawie nie odezwał, nikt ich nie widział, nie szukał, nie spotkał i nie przesłuchał. Co więcej, nic nie wskazuje na to, by szukał ich po rozstaniu w Kalkucie sam Sławomir Rawicz, który umarł dopiero w zeszłym roku. Informacje o pozostałych uczestnikach i ich losie byłyby niewątpliwie równie interesujące jak opowieść samego autora.
Mimo tych niejasności związanych z historią pojawiającą się w ,,Długim marszu’’, uczestniczki Klubu były pod wielkim wrażeniem po przeczytaniu kolejnej lektury DKK. To jedna z tych książek, której nie da się odłożyć, niesamowita fabuła, krajobrazy i ludzki upór, który pozwolił osiągnąć cel i pokazał jednocześnie, że: ,,tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono(…)’’ Tytułowy marsz pozwolił jedynie trzem uczestnikom dojść przez mękę ku wymarzonej wolności. Symboliczny, pełen trudu i wyzwań marsz, przeciwności losu, spotkania z inną kulturą, egzotyczną przyrodą, sprawiają iż tę książkę każda z uczestniczek DKK w Hrubieszowie mogłaby polecić na wakacje i… nie tylko.


