Przedwczoraj były Walentynki. Jest to lubiane przez nas święto, więc postanowiliśmy porozmawiać dzisiaj na temat miłości. Jak wiemy ma ona różne odsłony. Na wstępie bawiliśmy się w kalambury, których tematyką buły uczucia. Dokonaliśmy podziału na grupy losując kolorowe słomki. Każda z grup miała za zadanie przedstawić wylosowane uczucie. Grupa, która odgadła hasło musiała dodatkowo odnaleźć odpowiednią ilustrację.
Po tej zabawie pani Gosia zaprezentowała nam książkę Oscara Brenifiera pt. „Uczucia, co to takiego?”. Postanowiliśmy zacząć od miłości i jej dowodów. Odpowiedzieliśmy sobie na ważne pytania:
– Czy dobrze jest być zakochanym? (tak, bo czujemy się szczęśliwi, można sobie pomagać; nie, bo inni się śmieją – ale czy śmieszne jest to, że kochamy rodziców?, bo to czasem trwa krótko – nie można przewidzieć ile będzie trwało uczucie, nie zawsze miłość jest odwzajemniona – na to nie mamy wpływu). Pięknym podsumowaniem naszych rozważań jest fragment książki „Zakochać się!”.
Następne pytanie nurtujące nas od dawna to: – Jakie są dowody miłości? (pocałunki – rodzice, dziadkowie ciągle nas cmokają, wciąż się o nas troszczą, martwią, pomagają, a co z karą? – czy jest ona wyrazem miłości?, często dają nam , co chcemy).
Kolejnym ważnym zagadnieniem są konflikty. Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: – Dlaczego kłócisz się z tymi, których kochasz? (bo, jak inni dokuczają, to się bronię – dlaczego dokuczasz innym, skoro nie lubisz, gdy dokuczają tobie?, bo jestem wściekły – czy kłótnia rzeczywiście cię uspokaja?, bo jestem niedobry – czy jesteśmy niedobrzy, bo się kłócimy, czy kłócimy się, bo jesteśmy niedobrzy, bo potem jest mi lepiej – a co, jeśli sprawiasz swoim zachowaniem ból, tym, którzy cię kochają?, żeby rozwiązać problem – czy to co mówimy podczas kłótni jest sprawiedliwe i przemyślane?, czy rzeczywiście można w ten sposób rozwiązać problem, a może tworzymy następny?). Najlepiej więc najpierw zrozumieć powody kłótni i nie dawać się ponieść emocjom. Uświadomić sobie, że pewne gesty i słowa mogą ranić tych, których kochamy. Zdać sobie sprawę, że dobrego współżycia z ludźmi trzeba się wciąż uczyć niezależnie od tego czy ich kochamy czy nie.
Po dojściu do powyższych wniosków postanowiliśmy teorię wcielić w działanie. Odgrywaliśmy krótkie scenki. Najłatwiej było przedstawić te o pozytywnym zabarwieniu emocjonalnym – zgoda, miłość, sympatia, przyjaźń. Trudności pojawiły się, kiedy odgrywaliśmy scenki o podłożu konfliktowym. Tu z dużą pomocą przyszedł nam „Język szakala” i „język żyrafy”. Zrozumieliśmy, że można wiele różnych trudnych sytuacji rozwiązać w mniej bolesny sposób stosując „język żyrafy”, którego należy się uczyć, bo nie jest wcale łatwy.
Na tym zakończyliśmy nasze dzisiejsze dziecięce







